poniedziałek, 22 czerwca 2015

1: #mojcrush

Szkolny korytarz wyglądał tak samo jak zawsze, na dodatek niczym się nie wyróżniał na tle innych szkół. Niektórzy po nim chodzili, zmierzając do klasy, do sklepiku lub na boisko. Inni, ci których siedzenie przez czterdzieści pięć minut nadzwyczaj zmęczyło, siedzieli na ławkach, ustawionych wzdłuż korytarza. Większość z nich po prostu wpatrywała się w wyświetlacze swoich telefonów i ja byłam jedną z tych osób.
Próbowałam podłączyć się do któregoś z wi-fi, lecz połączenie było bardzo słabe, co powoli zaczynało mnie denerwować. Jednak za wszelką cenę nie chciałam korzystać z pakietu internetu, więc dalej walczyłam z zasięgiem. Przesuwałam się z prawej na lewą stronę lub na odwrót, aż wreszcie zobaczyłam upragnione trzy kreseczki, które wystarczyły do uzyskania sensownego połączenia.
Zadowolona z siebie, czym prędzej włączyłam Twittera, żeby zobaczyć co słychać u moich internetowych znajomych. Kiedy mojej jedynej prawdziwej koleżanki, Daisy, nie było w szkole, musiałam sobie jakoś radzić, żeby nie siedzieć zupełnie bez sensu. Zaczęłam przeglądać tweety, wyświetlające się na kokpicie, ale nic nie przykuwało mojej uwagi. Z każdą sekundą byłam coraz bardziej znudzona, dopóki nie zobaczyłam tego:
@imaadiva: nie wierzę! #mojcrush to od dzisiaj #mojchlopak! trzymajcie mnie :')
Momentalnie, po moim ciele przebiegły przyjemne dreszcze, a uśmiech sam wpełzał na usta. Mimo, że nie znałam dziewczyny, która to napisała, bardzo ucieszyła mnie wiadomość o jej nowym chłopaku. Oczywiście, od razu pomyślałam o chłopaku, opisywanego przeze mnie na twitterze jako #mojcrush, w rzeczywistości stojącego zaledwie kilka metrów dalej.
Nie mogąc się oprzeć, z upragnieniem popatrzyłam w jego stronę. Opierał się o ścianę i prowadził ożywioną rozmowę z jednym ze swoich kolegów. Zapewne rozmawiali o piłce nożnej, a wywnioskowałam to z jego gestykulacji. Zawsze gdy mówił o swoim ulubionym sporcie, machał zawzięcie rękami jakby od tego zależała cała przyszłość futbolu.
Jeśli już na niego spojrzałam, musiałam go dokładnie obejrzeć od stóp do głów. Miał zwyczajne czarne trampki, lekko podniszczone, przez to, że czasem zdarzało mu się kopać piłkę bez wcześniejszej zmiany obuwia. Wąskie spodnie w tym samym kolorze co buty, idealnie podkreślały jego szczupłe łydki i umięśnione uda. Na myśl o jego tyłku, wciśniętym w obcisły materiał, moje policzki poczerwieniały. Kawałek białej koszulki lekko zawinął się ku górze, ukazując ciemnobrązowy pasek, podtrzymujący spodnie. Nie miał na sobie dżinsowej kurtki, w której przyszedł rano do szkoły, więc zapewne zostawił ją w szatni. Byłam mu wdzięczna za to, że ją zdjął, gdyż jego ramiona były moją słabością. Za każdym razem, gdy na nie patrzyłam, miałam ochotę sprawdzić twardość jego mięśni. Z trudem oderwałam od nich wzrok, żeby przenieść go na kark, osłonięty kilkoma brązowymi loczkami. Niestety, był zwrócony tyłem do mnie, więc nie mogłam podziwiać jego pięknej twarzy, choć tyłem wcale nie gardziłam.
Po dokładnym obejrzeniu mojego obiektu zainteresowań, chwyciłam za telefon i szybko napisałam tweeta:
@xkindaxsucksx: #mojcrush wygląda dziś nieziemsko jak zwykle, dajcie mi go
Pisząc to, czułam motyle w brzuchu. Czułam się jak w transie, rozmyślając o nim, a kiedy jednocześnie na niego patrzyłam, w mojej głowie strzelały fajerwerki, prawdziwa dyskoteka. Krótką chwilę później, mój telefon zawibrował, przez co natychmiast na niego spojrzałam. Ktoś odpowiedział na mojego tweeta.
@hashtagbae: @xkindaxsucksx zrób mu zdjęcie!
Zawsze chciałam mieć jakieś jego zdjęcie, ale na korytarzu pełnym ludzi ciężko było takowe zrobić. Jednak nie miałam zamiaru rezygnować zanim się do tego zabrałam. Przysunęłam się bliżej ściany, jakbym dzięki temu miała stać się niewidzialna. Telefon przyłożyłam bliżej klatki piersiowej, żeby nikt nie zauważył, że włączyłam aparat. Próbowałam być dyskretna jak tylko potrafiłam, ale dłonie mi drżały, co odrobinę utrudniało sprawę. Ku mojemu nieszczęściu i rosnącemu zdenerwowaniu, aparat nie chciał złapać ostrości. W końcu, po prostu cyknęłam zdjęcie, nie zważając na jego jakość. Zdjęcie było rozmazane, ale i tak piękne, bo zrobiłam je sama i był na nim Harry. Przycisnęłam komórkę do piersi, wyobrażając sobie, że robię to samo z moim crushem.
Przestałam się zachwycać natychmiast, gdy usłyszałam głos, którego wcale nie chciałam usłyszeć. Piskliwy, irytujący głos, wywołujący u mnie odruch wymiotny. Kiedy posiadaczka owego głosu, urocza blondynka, przechodziła korytarzem, wszystkie oczy były skierowane właśnie na nią. Dobrze wiedziała, że była w centrum uwagi, ale nie przeszkadzało jej to – wręcz przeciwnie, była zachwycona. W podskokach podeszła do swojego chłopaka i oplotła ręce wokół jego szyi. Gdy ten objął ją w talii, zacisnęłam zęby z zazdrości, a wszystkie moje wnętrzności zaczęły skakać w proteście.
Oczywiście, że Harry nie był singlem. To byłoby zbyt piękne. Był w szczęśliwym związku z jedną z najpiękniejszych dziewczyn w szkole – Holly. Sama to przyznawałam, że tworzyli idealną parę, ale ja zdecydowanie pasowałabym do niego idealniej.
Chcąc wyładować swoją złość, zaczęłam energicznie przyciskać literki na klawiaturze w moim telefonie. Dotykowy ekran nie należał do najmocniejszych; lekko uginał się pod naciskiem moich palców.
@xkindaxsucksx: za każdym razem kiedy widzę dziewczynę #mojcrush, mam ochotę coś rozwalić ugh
Po napisaniu tego, poczułam ulgę, lecz nie na długo. Harry chwycił blondynkę za rękę i razem poszli w stronę zachodzącego słońca*. Może zniosłabym to lepiej, gdyby mnie wtedy nie mijali, ale rzecz jasna zrobili na przekór moim niemym prośbom. Ścisnęłam mocniej mojego smartfona w dłoni, przez co zaskrzypiał cicho. Chwilę później, para zniknęła gdzieś poza zasięgiem mojego wzroku i znowu zostałam sama. Cóż, prawie sama, bo niemal w tym samym momencie, dosiadł się do mnie kolega. Usiadł z rozbiegu, co spowodowało, że nasze ciała się zderzyły, a moje przesunęło się o kilka centymetrów w lewo.
– Niall, uważaj trochę! – syknęłam, jednocześnie masując rozbolałe biodro.
– Wybacz. – Przeprosił, lecz śmiał się pod nosem, a to sprawiło, że jego przeprosiny wydawały się mniej autentyczne. – Po prostu tak bardzo ucieszyłem się na twój widok, że nie mogłem iść jak normalny człowiek. Przybiegłem do ciebie sprintem.
– To bardzo miłe, super – odparłam sarkastycznie.
Unikałam spojrzenia na chłopaka, próbując skupić się na czarnym wyświetlaczu telefonu. Co prawda, nie było w nim nic, poza moim odbiciem, ale pozostawałam nieugięta i toczyłam sama ze sobą walkę na wzrok.
– Gdzie zgubiłaś Daisy? – zapytał.
– Jest chora. A ty gdzie zgubiłeś Harry'ego?
Niall miał niesamowite szczęście, grając z Harrym w tej samej drużynie piłkarskiej. Dzięki niemu, chodząc na mecze miałam dobrą wymówkę – "Kibicuję przyjacielowi. To ten blondyn. O tam, widzisz?". Nikt nie musiał wiedzieć o moim zauroczeniu w brunecie i póki ta informacja pozostawała strzeżoną, ja mogłam cieszyć się spokojem. Na szczęście, tylko Daisy i Niall o tym wiedzieli. I oczywiście cały Twitter.
– Już ci mówiłem, że nie umówię go z tobą na randkę. Dobrze wiesz, że on ma dziewczynę.
Wywróciłam dramatycznie oczami. Wcale nie musiał mi przypominać o wspaniałej, nieskazitelnej Holly, której zazdrościłam nie tylko chłopaka. Doskonale wiedziałam o jej istnieniu, a przypomnienia takie jak to, wywoływały we mnie niepotrzebne drgawki.
– Nie pytałam czy nas zeswatasz, tylko gdzie on jest.
Nieważne, że jeszcze przed chwilą stał zaledwie kilka metrów ode mnie, a potem widziałam jak poszedł gdzieś z Holly. Zapytałam o to tak dla zasady, żeby podtrzymać rozmowę. Choć może nie było to konieczne z racji tego, że Niall zdecydowanie należał do wygadanych osób. Za każdym razem, gdy był w większym towarzystwie, on mówił, a reszta go słuchała. Nie bez powodu został wybrany na kapitana drużyny futbolowej. Takie stanowisko dało mu także niemałą popularność wśród uczniów naszego liceum. Więc dlaczego ktoś taki jak on, rozmawia z kimś takim jak ja? To całkiem proste: znamy się od lat, a nasze domy dzieli jakieś dziesięć minut drogi spacerkiem.
– Nie wiem gdzie jest – wreszcie odpowiedział na moje pytanie. – Idziemy dziś po szkole na koktajl? – Zmienił temat, wyraźnie znudzony moim wiecznym ględzeniem o jednym i tym samym.
Tu mnie miał. Na koktajl nigdy nie trzeba było mnie długo namawiać; zgodziłam się natychmiast.
Właśnie tak wyglądały moje dnie. Nudne w szkole, popołudniowa porcja pysznego napoju i jeszcze nudniejsze wieczory, które spędzałam zazwyczaj w towarzystwie telefonu i moich twitterowych znajomych. Szczerze, nic specjalnego, a czasem moje życie przypominało zwyczajne flaki z olejem, ale nie mogłam nic na to poradzić. Chyba, że nagle Harry by oprzytomniał i rzucił się w moje ramiona i wyznał mi miłość. Ha, oczywiście, marzenia ściętej głowy. Mogę o tym jedynie śnić. Prawda?

* jest to oczywiście przenośnia:) para wcale nie szła w stronę zachodzącego słońca, tylko wzdłuż szkolnego korytarza

6 komentarzy:

  1. Wpadłam, żeby sprawdzić, czy szablon należycie się prezentuje... i chyba zostałam na dłużej :I Naprawdę od baaardzo dawna nie czytałam porządnego fragmentu jakiegokolwiek ff, spadłaś mi z nieba. Kurczę, ten rozdział (chociaż chyba raczej powinnam nazwać to prologiem?) jest genialny! Piszesz w bardzo przyjemny sposób, z łatwością chłonie się tekst i łatwo wszystko zobrazować. (Ogromny plus za to, że jak na razie nie napisałaś o "szmaragdowych oczach Harryego". Mam odruch wymiotny jak Lia na widok Holly, kiedy czytam coś takiego ;-;. Przecież kolor jego oczu nawet nie stał obok szmaragdowego, a autorki ff namiętnie tego używają).
    Podsumowując - kocham Cię za ten prologo - rozdział i jeśli mogłabym, to chciałabym poprosić o informowanie mnie na tt :D Z góry ślicznie dziękuję x
    Pozdrawiam Cię cieplutko i życzę Ci weny :3

    @harrys_fox

    OdpowiedzUsuń
  2. Wooow <3 znalazłam się tu przypadkiem po tym jak dodałaś komentarz na moim blogu. To fanfiction jest ŚWIETNE! Nigdzie jeszcze nie czytałam ff z taką fabułą. Życzę weny;)))))

    OdpowiedzUsuń
  3. Trafiłam tu przypadkiem, szczerze przyznam się, że po to, by trochę się zareklamować, ale z ciekawości przeczytałam rozdział.
    Strasznie podoba mi się idea tweetów wplatanych w opowiadanie. Nie jestem directionerka, ale ff zrobiło na mnie wrażenia. Masz przyjemny styl pisania, który pozwala mi z łatwością wyobrazić sobie opisywane sceny. Mimo, że to, co przeczytałam, było podobne do fabuły typowego amerykańskiego filmu, to i tak jestem zachwycona. Od razu polubiłam Lia'e/Lie (żadna próba odmiany tego imienia nie wygląda estetycznie :D) i tak samo szybko znienawidziłam Holly. Czuję, że się wkręciłam :D
    Ah, no i teraz ta przykra częśc, ale jeśli miałabyś ochotę, to zapraszam na http://made-of-greed.blogspot.com Bynajmniej nie jest to ff, ale może Cię zainteresuje :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Twój blog został właśnie przyjęty do Katalogowego Świata

    Pozdrawiam i przepraszam za spam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Napisałaś coś naprawdę cudownego. Bardzo podoba mi się ten rozdział i cały twój zamysł na to opowiadanie. Każda dziewczyna ma swojego crusha i myślę, że i każda z nich powinna przeczytać to opowiadanie. Czekam na next.
    Buziaki,
    Selinka :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej, cześć, konnichiwa!
    Szybkość to termin nie jednoznaczny czy może powód przez które życie obraca się o 360 stopni? Jest niczym narkotyk, który po dostaniu się do Twojego organizmu nie opuści go już nigdy więcej. Czy Wiktorii uda się wyleczyć Zayn'a z uzależnienia? A może oboje wpadną w nałóg i będą ze sobą rywalizować? Wszystko możliwe. Nigdy nie wiadomo co przyniesie nam los. Może wygraną na loterii, może powolną i bolesną śmierć. Kto wie? Dowiesz się, gdy przeczytasz. A jak nie.. Jak nie to będziesz całe swoje życie zastanawiać się co stało się z Zaynem pieprzonym Malikiem i jego urodziwą polską koleżanką. www.speed-zayn.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy